Agnieszka Ostrowska & Maciej Jencz

WYDANIE: HITCHHIKER 02 – JESIEŃ 2016

Kraina skuta lodem, nęcąca wielkimi przestrzeniami i zapierającą dech w piersiach przyrodą. Buriaci o egzotycznej urodzie, zamieszkujący stare, drewniane chaty w wioskach oddalonych od siebie o setki kilometrów. Pustka, cisza, bliskość natury i nieogarnięty ogrom przestrzeni, poprzecinanej gdzieniegdzie nitkami piaszczystych dróg.


Po roku pracy w pełnej gwaru i pędu stolicy, niczego bardziej nie pragniemy, jak ucieczki do miejsca, gdzie w nocy można usłyszeć jedynie szum swoich myśli. Zetknęliśmy się z nim w opowieściach naszych znajomych, podróżujących po Rosji kilka lub kilkanaście lat temu. Ich historie wytworzyły w naszych głowach obraz barwnego kraju, w którym leży dzika i magiczna kraina zwana Syberią.

W żadnej z historii nie zabrakło wątku jeziora, które swoją przejrzystością i położeniem zachwyca najbardziej wymagających obserwatorów. Zamroczeni tymi pięknymi opowieściami rezerwujemy bilety. Chcemy na własnej skórze poczuć Bajkał i roztaczający się wokół niego krajobraz. Jedyną obawą jest myśl, czy to wszystko nie okaże się tylko kolorowym snem, z którego wybudzi nas głośny gong rzeczywistości…

Cała Polska zgromadzona jest przed ekranami telewizorów, wydając na przemian okrzyki radości i trwogi na widok rozgrywającego się meczu Polska – Portugalia podczas ćwierćfinału piłkarskich Mistrzostw Europy. Echo kibicowania cichnie w naszym małym pokoju, gdzie z zaciśniętymi ze stresu zębami próbujemy zarezerwować miejsca w Kolei Transsyberyjskiej. Jest tuż przed północą. Ostatnie minuty sprzedaży biletów na nasz pociąg, jednak z sukcesem łapiemy dwie ostatnie górne prycze w plackarcie, czyli wagonie z sześcioosobowymi boksami bez drzwi. Czujemy, że jedną nogą jesteśmy już na wyjeździe, a przecież nie mamy jeszcze wizy. Błagalny wzrok wygłodniałego spaniela w ostateczności przekonuje panią w okienku Rosyjskiego Centrum Wizowego i po odbiór dokumentów jesteśmy zaproszeni na dzień przed wylotem.

_dsc9736
Podróż osławioną koleją

Kolej Transsyberyjska to chyba najbardziej popularna „żelazna droga” na Świecie. Na sławę zasłużyła sobie długością trasy, malowniczymi widokami za oknem i tym, o czym w Polsce najgłośniej – warunkami mocno zakrapianej podróży. Legendy o przedziałach płynących alkoholem, głośnych śpiewach i bijatykach obywateli Rosji rozpływają się wraz z pierwszym dniem spędzonym na pryczy. W wagonie porządku pilnuje „Prowadnica”, nie znająca sprzeciwu i niesubordynacji. Samo spojrzenie pani Ekateriny budzi lęk i przywołuje do porządku najbardziej opornych. Średnia wieku w wagonie wypada przyzwoicie, ale to zasługa 80-letnich babć, jadących ze swoimi 4 letnimi wnuczętami. Mimo to, że w całym wagonie prawie nie ma naszych rówieśników, szybko zaznajamiamy się z sąsiadami. Górne prycze to miejsca dla bardziej wytrwałych pasażerów – brak stolika i drabinki do wejścia, wymagają od niektórych kondycji zwinnej, rosyjskiej gimnastyczki.

_dsc8398

Pociąg ruszył punktualnie dzięki opiece „Prowadnic” w każdym wagonie. Przez małe okienko wpada ledwie wyczuwalny wietrzyk, po ciele spływają tysiące kropelek potu i w ruch wchodzą babcine wachlarze. Podróż potrwa prawie 5 dni.

Raz na jakiś czas, podczas postoju, można wyjść na peron i zaopatrzyć się w coś do jedzenia i picia. Ceny są prawie dwa razy wyższe, niż w normalnych sklepach, ale skoro nie zabrało się ze sobą pięciu toreb wypełnionych po brzegi jedzeniem, tak jak to robią miejscowi – nie można narzekać. Peronowe babuszki mają w swoich kraciastych torbach asortyment nie mniejszy, niż w przyzwoitym barze – od sezonowych owoców po domowe obiadki. Naszym faworytem został jednak pączek nadziewany ziemniaczanym puree.

_dsc8921

Wysiadamy z pociągu na stacji docelowej w Irkucku, synchronizujemy zegarki z lokalnym czasem i udajemy się na poszukiwania butli z gazem, której nie zabraliśmy z Polski, ze względu na regulamin linii lotniczych. Irkuck to jedyne miejsce w okolicach Bajkału, gdzie możemy zaopatrzyć się w mniej popularne produkty turystyczne. Trafiamy do sklepu przy ulicy Karola Marksa, w którym znajdujemy rosyjską wersję wkładu, pasującego do naszej kuchenki.

_dsc9428
Olchon

Olchon to największa wyspa Bajkału. Aby na nią dotrzeć, musimy zmienić środek transportu. Tym razem wsiadamy do marszrutki, czyli małego, rozklekotanego busa na zużytych amortyzatorach i bez klimy. W środku siedzi kilkunastu Koreańczyków w brokatowych okularach i bejsbolówkach przysłaniających ich upudrowane twarze.

Po 6 godzinach jazdy po dziurawym trakcie, który kiedyś mógł przypominać normalną drogę, docieramy do promu i bezpłatnie przepływamy przez wąską cieśninę, oddzielającą Olchon od stałego lądu. Wyspa wita nas stepami ciągnącymi się po horyzont. Przepiękny krajobraz pozwala nam na chwilę zapomnieć o niewygodnej podróży, która dobiegnie końca za niecałą godzinę. Na chwilę zatrzymujemy się przed starą, wiejską chatą i czekamy, aż kierowca i gospodarz zrzucą z dachu naszej marszrutki świeżo poćwiartowaną świnię. Po tym krótkim przystanku „Szofjer” zawozi nas do centrum osady i odjeżdża bez pożegnania. Nasi koreańscy towarzysze udają się do hotelu, a my bierzemy plecaki i ruszamy nad brzeg jeziora, aby znaleźć miejsce na nocleg.

_dsc9057

Pomimo tego, że Syberia kojarzy się głównie z zimą i śniegiem, na kilka miesięcy w roku zamienia się w rejon ciepły, a pogoda podobna jest do tej w Polsce, podczas szczytu sezonu letniego. Lód w Bajkale topnieje, kry zamieniają się w łódki pełne wędkarzy, stopy rogowacieją od rozgrzanego piasku, a drzewa, wysokie na kilka pięter, szeleszczą poruszane skrzydłami najróżniejszych gatunków ptaków.

Po kilku godzinach marszu pylistymi drogami, mijając dyskotekowe samochody, krzykliwych, rosyjskich turystów i masę przepełnionych koszy na śmieci, docieramy na krawędź klifu, gdzie rozbijamy nasz namiot. Uznaliśmy, że to miejsce chodź trochę przybliży nas do tutejszej natury. Niestety, siedząc wcześniej w jednej z wioskowych knajpek, usłyszeliśmy w radio wzmiankę o pożarach lasów setki kilometrów stąd, ale nawet tutaj ich skutki można było poczuć we własnych płucach. Z naszego jakże dobrego punktu obserwacyjnego, nie mogliśmy dostrzec nic, poza bladym jak świeże, krowie mleko niebem. Gryzący dym z syberyjskich lasów zajmuje tu powierzchnię większą, niż obszar Polski.

Gryzący dym z płonących lasów zajmuje tu powierzchnię większą, niż obszar Polski.

Wieczorem schodzimy na brzeg jeziora, aby wykąpać się i nabrać trochę wody na herbatę. Idziemy spać przy akompaniamencie współczesnych przebojów, dochodzących z pobliskich obozowisk. Pierwsza noc nad Bajkałem z pewnością nie jest naszą wymarzoną. Podczas lata, mieszkańcy skutego lodem i śniegiem kraju, skutecznie nadrabiają czas pozbawiony imprez i odpoczynku. Wyspa, jezioro oraz otaczający je krajobraz są przepiękne. Jednak, zaburza je przesyt turystów, towarzyszące im śmieci i hałas.

Rano budzi nas bzyczenie much, które pojawiły się w ilości niemalże plagi. Szybko zwijamy bagaże i kaszląc od gęstego dymu unoszącego się wokół, uciekamy w stronę pobliskiej wioski. Po drodze mijamy ludzi z maseczkami lub bawełnianymi chustkami na twarzach oraz stado krów pasących się na pobliskim… wysypisku śmieci.

_dsc9636

Po dojściu do piaszczystego traktu, zatrzymujemy na stopa cysternę z logo „Ghostbusters”, pędzącą jeszcze szybciej, niż marszrutki. Wysiadamy na krańcu wyspy, z którego odpływa prom, mijamy pieszo długą kolejkę samochodów i już po drugiej stronie cieśniny łapiemy kolejny rosyjski wehikuł, zmierzający prosto do Irkucka.


Całą historię przeczytasz w drukowanym wydaniu HitchHiker Magazine – Jesień 2016

ZAMÓW TUTAJ

Poprzedni artykuł
Opowieści z Nepalu
Następny artykuł
HITCHHIKER MAGAZINE